Dlaczego Cobain postanowił, że nie ma już ochoty dłużej żyć? Miał pieniądze, śliczną córeczkę, żonę, w której był szaleńczo zakochany i zespół uznawany na całym świecie kultowy. Niestety, Cobainowi to nie wystarczało. Tragiczną decyzję muzyka bez wątpienia przyspieszyło kilka czynników. Po pierwsze jego osobowość zawsze była bardzo chwiejna, a on sam podatny na gwałtowne zmiany nastroju i wpływ najczerniejszych myśli. Wszystko to pogłębiał jeszcze ból kręgosłupa i żołądka. Sam Cobain tak się wypowiadał na temat stanu jego zdrowia: Przez pięć lat problemów z żołądkiem codziennie chciałem się zabić. Wiele razy byłem już tego bardzo bliski. Doszło bowiem do tego, że w czasie wyjazdu w trasę leżałem na podłodze powietrzem, bo nie mogłem zatrzymać nawet wody. A za dwadzieścia minut miałem wyjść na scenę. Śpiewałem, kaszlałem i plułem krwią. To nie jest żadne życie. Kocham grać, ale coś było ze mną nie w porządku. Początkowo szukał nawet pomocy u lekarzy, ale coraz częściej uciekał się do przeciwbólowych właściwości heroiny. Od chwili rozwodu rodziców towarzyszyło mu poczucie winy. Aż do czasu wczesnej młodości obwiniał siebie za to, że do tego doszło, a ten kompleks pogłębiły jeszcze trudności z zaakceptowaniem nagłego sukcesu Nirvany. Jego poczucie wyobcowania kłóciło się z nowo zdobytym statusem jednego z największych na świecie twórców rockowych, z czym nigdy tak do końca nie potrafił się pogodzić. Obcy też był mu szacunek dla samego siebie, a fakt, że wolał bardziej kobiecą stronę swojej osobowości, nieustannie kolidował z typowo męskim gatunkiem muzyki, jaki uprawiał. Był szczerze przejęty i przerażony, gdy dowiedział si, że młoda dziewczyna została pobita i zgwałcona przy dźwiękach utworu "Polly", który puszczali napastnicy. Podbicie przez niego rynku muzycznego, tradycyjnie zdominowanego przez twardych mężczyzn, było jednym z największych osiągnię, ale też odbiło się niezwykle mocno na jego zdezoriantowanym umyśle. Krótko mówiąc, Kurt był emocjonalnie bezbronny, a jego dusza stała się źródłem równie wielkiego cierpienia, co stale bolący żołądek. Nie był więc to idealny stan dla człowieka, na którym stale koncentrowały się obiektywy przedstawicieli prasy całego świata.

Drugim powodem fatalnego samopoczucia Cobaina było rozczarowanie statusem sławnej osobistości i rolą zespołu w przemyśle, którym nadal pogardzał. Zatrzymują się w coraz lepszych hotelach i grając w "przytulnych" salach mogących pomieścić 3500 widzów, Cobain coraz częściej wyrażał swoje zastrzeżenia co do szczerości leżącej u podstaw istnienia Nirvany. W wypowiedziach dla prasy skarżył się, że fanom heavy metalu - których nie cierpiał - podoba się jego muzyka, ale jego narzekania były mocno oderwane od rzeczywistości. Zespół był już przecież własnością publiczną i choć on samo - jako twórca - mógł sobie pozwolić na luksus wybiórczości, nie miał prawa decydować, kto ma słuchać jego muzyki. Skarżył się również, że nie może się swobodnie poruszać, bo fani nie dają mu spokoju. Często wyrażał współczucie dla Johna Lennona. Wiele osób widziało w tym typowe dla gwiazdy rocka kaprysy i wypowiedzi Cobaina nie spotykał się ze zrozumieniem. Wstrętem napawa mnie konieczność zajmowania się komercyjną stroną działalności naszego zespołu i w rezultacie staję się coraz bardziej spięty i coraz więcej narzekam - oświadczył. Wygląda to tak, jakbym zaczynał się zachowywać jak typowa gwiazda rocka. W takich syuacjach nie jestem zbyt przyjemny i obawiam się, że moi koledzy mogą przeżywać przez to ciężkie chwile. Nie miałem pojęcia, że publiczność w ten sposób reaguje na popularne gwiazdy rocka, ponieważ nigdy nie zwracałem na to uwagi. Wcale nie mam ochoty aż tak bardzo narzekać, ale to wszystko to naprawdę kupa gówna. A na dodatek głupie. Przeżyłem już takie dni, gdy uważałem to za normalną pracę, ale nigdy nie sądziłem, że do tego dojdzie. Zmusza mnie to tylko, bym zaczął wątpić w sens wszystkiego. Przez następny rok będę jeszcze narzekał, ale jeśli potem nie będę już mógł wytrzymać, będziemy musieli dokonać kilku drastycznych zmian. Pomimo to, na początku 1994 roku oświadczył, że jest bardzo szczęśliwym człowiekiem. Powiedział: Czytam w gazetach artykuły o Cobainie, tym neurotycznym, wrednym i dopiekłym facecie, który nienawidzi wszystkiego, łącznie ze swoim życiem. A tymczasem nigdy nie byłem szczęśliwszy, Jestem o wiele bardziej szczęśliwy, niż może się wam wydawać. Twierdzono również wówczas, że problemy z heroiną ma już za sobą i że jego życie rodzinne jest jak najbardziej ustabilizowane. Jednak nie było to tak do końca prawdą, o ile w ogóle nią było. Kiedy album "Nevermind" trafił na listy przebojów, Cobain w geście protestu ufarbował sobie włosy na czerwono. Mówił o powrocie do występów w małych klubach i dawł do zrozumienia, że jego muzyka może stać się stopniowo coraz mniej komercyjna. Wokalista miał też serdecznie dość nie mających końca promocyjnych wystąpień i wywiadów. Stopniowo zaczął wycofywać z życia publicznego, co tylko podniosło wartość artykułów i doniesień prasowych, których zdobycie graniczyło z cudem. Nie potrafił też poradzić sobie z głęboką nieufnością w stosunku do muzycznego biznesu; z przerażeniem dowiedział się, że "Teen Spirit" wykorzystywany jest jako podkład do reklamy starych samochodów. Niezadowolenie i rozczarowanie dawało się wyczuć we wszystkich aspektach życia, ale ze zdwojoną siłą objawiało się na scenie, gdzie pod koniec stał niemal nieruchomo przy mikrofonie, nie próbując nawet porozumiewać się z publicznością. Swój stale malejący entuzjazm do występów na żywo tłumaczył następująco: Co wieczór bardzo się staram, ale nie mogę oszukiwać samego siebie. Nie zamierzam uśmiechać się i mizdrzyc jak Eddie Van Halen. Nieustaniie dochodzą do mnie plotki na mój temat. Mam juz tego dość. Jeśli mam ochotę brać narkotyki, to jest to moja i tylko moja sprawa.

Od czasu wydania "Nevermind" muzykę Nirvany odsuwało w cień burzliwe życie członków zespołu, a oślepiający blask reflektorów koncentrujący się na wokaliście sprawiał, że Cobain tracił resztki poczucia własnej godności. Ogromne napięcie i odpowiedzialność, będące naturalną konsekwencją sławy, powoli zbierały swoje żniwo. Na ironię zakrywa fakt, iż usuwając się powoli w cień, stawał się antytezą tego, co niegdyś reprezentowała sobą NIrvana. Pod wieloma względami Cobain okazał się ofiarą klasycznego paragrafu 22: sława stała się ostatecznym przejawem zdrady punka, powszechne uznanie antytezą muzyki, która wyniosła go na wyżyny, a wymierzone przeciwko establishmentowi zachowanie być może i przyczyniło się do upadku jednego, ale i jednoczesnego powstania następnego.

Trzecim źródłem niepokoju Cobaina była jego rodzina. Gdy urodziła się Frances Bean, wokalista przyznał się do wielkeigo wpływu, jakie to wydarzenie wywarło na jego życie. Mam teraz naprawdę ogromne zobowiązania w stosunku do mojej rodziny, a napięcie z tego wynikające jest chyba większe niż to, z którym podchodziłem do działalności zespołu. Powoli zaczynam się trochę oddalać od tego negującego wszystko drania, który udawał, że gra punk rocka, nienawidził cały świat i sypał głupimi sloganami. Małą Frances kochał do szaleństwa, zabierał ją na koncerty i ceremonie wręczania nagród, opowiadał o radości płynącej z ojcostwa wszystkim, którzy chcieli go słuchać. Jego żona również sprawiała wrażenie zadowolonej z życia małżeńskiego. Plotki o problemach rodzinnych, romansach i separacji nie znajdowały żadnego potwierdzenia. Bardziej niepokojąca może wydawać się wiadomość, że opieka społeczna rozważała możliwość przejęcia wychowania dziecka, a Cobain nie potrafił się pogodzić z faktem utraty córki.

Ostatnim czynnikiem, który pogłębiał rozczarowanie Cobaina, były odczuwanie przez niego ograniczenia narzucane mu przez działalność Nirvany. Nie próbował tego tego ukrywać, a pod koniec 1993 roku stwirdził: Powoli zaczynam mieć dość tej formuły. Opracowaliśmy ją do perfekcji, ale mamy jej już po dziurki w nosie.(...) Kurt Cobain był przede wszystkim muzykiem, podobnie jak Nirvana zespołem. Wpływ jaki wywarł - i będzie nadal wywierał- ich nie mający precedensu sukces na muzyczny krajobraz lat dziewięćdziesiątych i późniejszych, jest na razie najważniejszym aspektem tej pełnej smutku sagi. Centralnym punktem scenariusza pozostaje muzyka. Była powiem prawdziwie nowatorska i pełna natchnienia, mimo oskarżeń o regresję i parodię rzucanych przez ludzi, do których nigdy zresztą nie była adresowana. Głos Kurta natomiast przypominał otwartą ranę, szarpiąc emocjami i przekazując smutne teksty, które inspirowały tysiące fanów, mimo często zagmatwanego przesłania. Z dnia na dzień całe pokolenie młodych ludzi porzuciło dawnych bohaterów, by stanąć murem za nowym idolem i przewodnikiem. Mimo że Cobain tak naprawdę nigdy nie zaakceptował tej roli i stale odczuwał związane z nią napięcie - pamiętać tu należy o jego uwagach związanych z narkotykami; bał się, iż młodzi ludzie mogą pojść w jego ślady. Była to niemożliwa do uniknięcia konsekwencja sukcesu odniesionego przez Nirvanę. Wpływ wywierany przez członków zespołu na całe pokolenie fanów był dwojaki: ich aktywność popychała do działania apatyczną czasami młodzież, a sława iniezwykła aura otaczajęce samego Cobaina robiły ogromne wrażenie na równie sporej liczbie wielbicieli.

Każda z gwiazd rocka przemawia do uczuć swych wielbicieli z różnych powodów - wymierzone przeciwko establishmentowi poglądy Cobaina i jego poczucie wyobcowania sprawiły, że miliony młodych ludzi identyfikowały się z nim w bardzo osobisty sposób. Bedąc częścią multimilionowego muzycznego biznesu, praktycznie niewiele się od nich różnił: znał to samo poczucie samotności, ten sam gniew, energię, nosił nawet taką samą jak oni koszulę. Kiedy wchodził na scenę niczym delikatny, skłócony z życiem anioł i pogrążał się cały w rozdzierającym krtań wyciu, wynikający z tego kontrast był naprawdę fascynujący. Gdy postanowił zacząć brać narkotyki, wycofanie się z życia publicznego tylko pogłębiło jego urok i siłę przyciągania. Był delikatnym geniuszem, który rzadko budził się przed drugą po południu, a pod koniec życia zaczął się wyzywająco malować. Do roli idola lat dziewięćdziesiątych pasował doskonale, bez wątpienia na to, czy mu się to podobało, czy nie.

Być może jedynym aktem bunt, który pozostał Cobainowi podbił już amerykański rynek, było odrzucenie wszystkiego. Największą ironią związaną z istnieniem Nirvany jest fakt, że zamiast dać się zniszczyć konwencjom, zginęli z ręki tworu, który powołali do życia, by tego właśnie uniknąć. Przedwczesna śmierć zatrzymuje w czasie chwile i ludzi, uwieczniając na zawsze już pasję czy smutek osób sławnych bądź nie. Kurt Cobain zostanie w naszej pamięci jako błyskotliwy twórca piosenek, który wyprowadził underground na szerokie wody i zostawił dziedzictwo w postaci klasycznych już utworów. Cała reszta- narkotyki, historie miłosne i szaleństwo mediów - zaciemnia ten fakt.

kurt- cobain.yoyo.pl wszelkie prawa zastrzeżone